sobota, 24 lipca 2010

mieszkania!

Miałam pisać na początku maja (jest już lipca koniec prawie:P) o moim nowym (już starym) mieszkaniu... a jako, że jest lipiec i sie już przeprowadziłam to napiszę tylko tak, żebym kiedyś na przyszłość pamiętała :

Było całkiem fajne... z widokiem na Plaza Galicja - cetrum centrum, znowu na 4 piętrze, więc pupa się ćwiczyła, bliżej Zona Vieja, bliżej Pauli, bliżej uczelni, bliżej wszystkiego poza Carrefurem, więc rzadziej na zakupy chodziłam i mniej wydawałam!





W pokoju miałam drzwi wejściowe, drzwi na balkono/kryty taras, i rozsuwane drzwi do salonu, fajną otwartą ala szafę, 2 półki i wielkie łóżko oraz małe biurko. Poza tym przez ostatni miesiąc NIE maiłam światła ;) w całym domu, więc do łazienki w nocy albo nie chodziłam, albo robiłam to ze świeczką, to samo do kuchni. Z 3 chłopców.. cóż.. śmierdziało trochę, naczyń nie zmywali i i w łazience za czysto nie było... więc ja też sobie darowała, bo jak raz odgruzowałam całe mieszkanie... to tydzień później wyglądało tak samo... syzyfowa praca...


poza tym po jakimś miesiącu raz włączam światło i.. i poszły korki... ale już ich się nie dało naprawić... i tak przeze mnie nie było światła górnego w cały mieszkaniu...  kuchni światło dawała lodówka, a w łazience... świeczki :D


5 lipca nastąpiła czas na kolejną przeprowadzkę, już prawie mieszkałam znowu z Zona Nueva... już 3 razy się umawiałam na wpłatę zaliczki... ale właścicielka mnie przerażała... a poza tym coś mnie ciągnęło na Starówkę, i bardzo dobrze, że się wstrzymałam!
w rezultacie, koleżanka napisała, że w jej mieszkaniu jest wolny pokój, zadzwoniła, no i miałam poczekać kilka dni, żeby wyjaśnili sprawę z właścicielem, czy można mieszkać w tym mieszkaniu w wakacje... poczekałam, sprawa się nie rozwiązała, ale Dani powiedział, że i tak mam się wprowadzić :D


Mieszkam pod Katedrą, także dzwony mi biją co 15 min, od wyjścia do Katedry mam jakieś 50 metrów, 4 piętro dla odmiany :D, w pokoju mam okno na... klatkę schodową, pokój jest najmniejszy z dotychczasowych, z wielkim grzybem, w łazience wali strasznie... ale na ostatnie 3 tygodnie - mieszkanie idealne - w samym centrum wydarzeń artystycznych!
Jak mi się nie chce iść na koncert, to i tak go słyszę w domu ;)


A poza tym mam cudownego współlokatora, przesympatyczny, ciągle się uśmiecha, dzieli się jedzeniem, pomaga jak może, troszczy się jak brat o mnie i jest mega otwarty - szkoda, że tak późno się poznaliśmy, ale lepiej późno niż wcale ;)


Jej.. ale będę tęsknić za tym miastem... łzy w oczach, ale to dlatego, że to jak wspaniały rok miałam tu, tego nie da się opisać, to trzeba przeżyć, a poza tym potrzebne jest jeszcze pozytywne nastawienie jakiego tu się nauczyłam... w ogóle bardzo dużo się tu nauczyłam, ale o tym później...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz