Tak na szybko piszę - bo jest kilka informacji istotnych.
1. Dziś nie poszłam do pracy, aby się uczyć, bo w czwartek egzamin... oczywiście zamiast się uczyć... poszłam z Maćkiem się "zmatrykulować" czyli oficjalnie zapisać na zajęcia i dostać legitymację - oczywiście legitymacji nie dostaliśmy - za 2 tygodnie przyjdzie pocztą... Ale formalności już wszystkie dokonane - teraz jeszcze tylko konto w banku założyć i kartę studencką do tego dostać - i w pełni studentką USC (Universidad de Santiago de Compostela) będę.
No poza tym mamuśka moja kochana jeszcze będzie się za tydzień musiała pofatygować do Gdańska podpisać za mnie umowę z UG na studia - co bym grant mogła dostać... bo kasa się powoli.. ale kończy :)
2. Dziś tu było prawdziwe Santiago - padało, wiało, świeciło słońce, padało i... i zimno się zrobiło...
3. Jutro egzamin z 4 poziomu intensywnego kursu hiszpańskiego... Niestety... mam odczucie, że nic mi ten kurs nie dało... owszem po części przez to za z rana pracowała, a wieczorami wychodziła - a w między czasie zajęcia miałam... ale nie idzie się nauczyć 3000 słówek (z kosmosu niektóre), przerobić 2 książki i jeszcze przeczytać 10 artykułów i jedno opowiadanie przez 10 dni - a my teoretycznie o zrobiliśmy - tyle ze ja mało co z tego pamiętam!
Ale obiecuję, że nadrobię zaległości :))
4. Właśnie skończyłam czytać to opowiadanie na jutrzejszy ustny egzamin - tzn moja hiszpańska współlokatorka mi to czytała i tłumaczyła wszystko przy okazji - tekst był taki, że sama kilku słówek nie znała... Gabriel Garcia Marquez...
5. Tak więc idę spać, bo jutro od 9 będę z Mikim maglować naszą wspólną cudowną książkę... bleee... a myślałam, że ten kurs dużo mi da i do tego fajny będzię... ehh mam nadzieję, że za jakiś czas jednak go docenię :))
PS. trzymać kciuki - żebym zdała!
czwartek, 17 września 2009
wtorek, 15 września 2009
mini mini smutki - ale naprawdę mini :)
Tak... musiała nastąpić mały spadek - przecież ile można się wznosić na wyżyny?? :)
No więc mój mały smutek, wywołała "propozycja" mojego szefa, że może jednak do Polski on mnie nie wyśle - bo za dużo bym straciła w Santaigo - tym bardziej, że calutki grudzień mnie nie będzie!
Racje facet ma - trzeba mu przyznać... i może w sumie lepiej... ale wiecie - nastawiłam się już na kluski ziemniaczane z kapustą kiszoną i dupa! hehheh!
Dobrze, że tak mi tu dobrze, i się tak nie przejmuje tym, że ja taka domatorka - dopiero po 5,5 miesiącach do domu zawiatam... no właśnie - do domu... (mamuś Ty wiesz o co chodzi :))
A reszcie szczegóły zdradzę jak... jak już się wszystko wyklaruje - tak tak wiem, że chaos właśnie wprowadziłam - nieważne!
Poza tym... zbliża się egzamin, a ja nie umiem nic! Wczoraj siedziałam do 2 w nocy u Mikiego z Maćkiem i się uczyliśmy... ale wiecie najpierw trzeba było coś zjeść... później poplotkować... no a później - to się załamałam - bo Maciek wszystko wie, a Miki... skubaniec Włoski :) wszytsko jest tak samo jak w jego ojczystym języku - małe zmiany w czasownikach - ale czasy te same i gramatyka podobna!! A ja poza tym, ze gadam... to nic !! nic!! i nie mam czasu na ogarnięcie i wprowadzenie gramatyki w życie! ehh...
Ja nie wiem jak ja sobie z włoskim poradzę, bo dla mnie wszytsko będzie nowe - a dla hiszpanów - podobne - ojjj chyba dużo nauki mnie czeka! Ale pocieszam sie myślą, że taki kurs włoskiego jak na uniwersytecie (USC) będę miała to normalnie kosztuje ok 700 euro :D a ja mam za darmo! Więc nie ma co marudzić, tylko dziękować i brać się do roboty!!
Na dodatek - na to żeby chociaż trochę zauważyć, że jest trochę gorzej - to pogoda sie pogorszyła i było dziś tylko nieco ponad 20 stopni!! Ale nadal o dziwo bez deszczu!!
Więc zjadłam sobie lody, pogadałam z bratem, później z bratową, w między czasie na gg z kolegą... i zaraz się biorę do roboty, bo nadal energi mnie rozpiera - jest wspaniale i cudownie i chcę robić jak najwięcej!!
Tak więc, kończę, pouczę się trochę, posłucham muzyki, poodpisuje na maile - i może małe przemeblowanko zrobie... :D albo i nie :P
No więc mój mały smutek, wywołała "propozycja" mojego szefa, że może jednak do Polski on mnie nie wyśle - bo za dużo bym straciła w Santaigo - tym bardziej, że calutki grudzień mnie nie będzie!
Racje facet ma - trzeba mu przyznać... i może w sumie lepiej... ale wiecie - nastawiłam się już na kluski ziemniaczane z kapustą kiszoną i dupa! hehheh!
Dobrze, że tak mi tu dobrze, i się tak nie przejmuje tym, że ja taka domatorka - dopiero po 5,5 miesiącach do domu zawiatam... no właśnie - do domu... (mamuś Ty wiesz o co chodzi :))
A reszcie szczegóły zdradzę jak... jak już się wszystko wyklaruje - tak tak wiem, że chaos właśnie wprowadziłam - nieważne!
Poza tym... zbliża się egzamin, a ja nie umiem nic! Wczoraj siedziałam do 2 w nocy u Mikiego z Maćkiem i się uczyliśmy... ale wiecie najpierw trzeba było coś zjeść... później poplotkować... no a później - to się załamałam - bo Maciek wszystko wie, a Miki... skubaniec Włoski :) wszytsko jest tak samo jak w jego ojczystym języku - małe zmiany w czasownikach - ale czasy te same i gramatyka podobna!! A ja poza tym, ze gadam... to nic !! nic!! i nie mam czasu na ogarnięcie i wprowadzenie gramatyki w życie! ehh...
Ja nie wiem jak ja sobie z włoskim poradzę, bo dla mnie wszytsko będzie nowe - a dla hiszpanów - podobne - ojjj chyba dużo nauki mnie czeka! Ale pocieszam sie myślą, że taki kurs włoskiego jak na uniwersytecie (USC) będę miała to normalnie kosztuje ok 700 euro :D a ja mam za darmo! Więc nie ma co marudzić, tylko dziękować i brać się do roboty!!
Na dodatek - na to żeby chociaż trochę zauważyć, że jest trochę gorzej - to pogoda sie pogorszyła i było dziś tylko nieco ponad 20 stopni!! Ale nadal o dziwo bez deszczu!!
Więc zjadłam sobie lody, pogadałam z bratem, później z bratową, w między czasie na gg z kolegą... i zaraz się biorę do roboty, bo nadal energi mnie rozpiera - jest wspaniale i cudownie i chcę robić jak najwięcej!!
Tak więc, kończę, pouczę się trochę, posłucham muzyki, poodpisuje na maile - i może małe przemeblowanko zrobie... :D albo i nie :P
niedziela, 13 września 2009
Plażowo ;]
To niewiarygodne - ale się spiekłam normalnie jak raczek - tzn nie jestem czerwona - ale jest mega różnica między przodem a tyłem... Opaliłam się w połowie września w Galicji - nie do wia ryy!!!!!
Położyłam się o 6 coś tam, wstałam ok 8.30, ale... jak to w Santaigo i z moimi niewyczerpanymi pokładami energii - super wypoczęta i chętna do kolejnego cudownego dnia!
Wzięłam prysznic, zrobiłam sobie i Hanulce śniadanko, i drugie śniadanko na plażę i o 9.45 ruszyłyśmy. O 10.10 9 erasmusów kupowała bileciki do La Coruni.
Podróż minęła na małych drzemkach i rozmowach... a później tylko spacer na plażę i... i odpoczywalismy sobie cały piękny dzień! Wreszcie się człowiek czuje jak w Hiszpanii, a nie jak w Galicjii! Ciepełko od 2 tygodni dopieuje - wakacje życia trwają.
Ja naprawdę chciałabym jak najwięcej Wam wszytskiego opisać, ale jest tak wspaniale, że się nie da!
Poza tym, że miejsce jest jakieś magiczne ( i to nie tylko moja opiania), to do tego wspaniali ludzi na jakich tu "trafiłam". Nie chcę ich tu wymieniać, żeby czasem kogoś nie ominąć, ale są (jesteście moi drodzy) WSPANIALI i za to Wam dziękuję.
Poza tym tęsknię (ale tylko trochę) za Polską, i np. dziś bardzo fajnie i długo, bo aż godzinkę rozmawiałam sobie przez tel z moją Agatka :*
ale własnie tęsknię tylko trochę, bo... bo jest tu tak super, że nie mam kiedy tęsknić!
Koniec gadania, bo zauważyłam, że się monotematyczna zrobiłam i chyba zaczyna przynudzać z tym moim szczęsciem, co?
Lecę poodpisywać na chociaż troszeczkę maili, poczytac artykuły na jutro na zajęcia i pouczyć się trochę!!! bo czas ucueka a mi hiszpańskiego w głowie nie przybywa...
Położyłam się o 6 coś tam, wstałam ok 8.30, ale... jak to w Santaigo i z moimi niewyczerpanymi pokładami energii - super wypoczęta i chętna do kolejnego cudownego dnia!
Wzięłam prysznic, zrobiłam sobie i Hanulce śniadanko, i drugie śniadanko na plażę i o 9.45 ruszyłyśmy. O 10.10 9 erasmusów kupowała bileciki do La Coruni.
Podróż minęła na małych drzemkach i rozmowach... a później tylko spacer na plażę i... i odpoczywalismy sobie cały piękny dzień! Wreszcie się człowiek czuje jak w Hiszpanii, a nie jak w Galicjii! Ciepełko od 2 tygodni dopieuje - wakacje życia trwają.
Ja naprawdę chciałabym jak najwięcej Wam wszytskiego opisać, ale jest tak wspaniale, że się nie da!
Poza tym, że miejsce jest jakieś magiczne ( i to nie tylko moja opiania), to do tego wspaniali ludzi na jakich tu "trafiłam". Nie chcę ich tu wymieniać, żeby czasem kogoś nie ominąć, ale są (jesteście moi drodzy) WSPANIALI i za to Wam dziękuję.
Poza tym tęsknię (ale tylko trochę) za Polską, i np. dziś bardzo fajnie i długo, bo aż godzinkę rozmawiałam sobie przez tel z moją Agatka :*
ale własnie tęsknię tylko trochę, bo... bo jest tu tak super, że nie mam kiedy tęsknić!
Koniec gadania, bo zauważyłam, że się monotematyczna zrobiłam i chyba zaczyna przynudzać z tym moim szczęsciem, co?
Lecę poodpisywać na chociaż troszeczkę maili, poczytac artykuły na jutro na zajęcia i pouczyć się trochę!!! bo czas ucueka a mi hiszpańskiego w głowie nie przybywa...
Dzieje się dzieje, !
No to mam jakąś godzinkę wolnego - dla siebie i bloga mojego!!
Ja nie wiem, nie ogarniam jak ten czas szybko leci!! Bardzo, ale to bardzo bym chciała, aby doba trwała 48 godzin co najmniej! Jak zwykle za dużo na raz bym chciała zrobić ;] ale może o tym co robię:
Wstaję rano ok 8 coś tam, o 9 zabiera mnie autobus do colego, siedzę tam do 13.30,
wracam do domku, (stopem, bo nie chcę płacić za bilet :P), lecę do Mikiego robić zadania domowe, na 16.30 idziemy na kurs, później to szukam jakiegoś mieszkania z Hanią, to coś tam, to gdzieś tam, a ok 22-23 spotykamy się większą grupą na mieście i to się pije wino za 80 centów, a to idzie do baru i gada i gada i gada i poznaje ciągle nowe osoby i... Erasmus! Najlepsi są Ci co to nie są z Polski, a po polsku mówią!!!! :D
w Parku Alameda z 2 Maryjkami, Eduardo (od nas z kursu), Miki, Ja, Almar (mówiący po polsku i jadący na Erasmusa do Gdańska w lutym), Macieh i Aga z CS.
(Ciąg dalszy piszę o 6 rano w sobotę - przed pójściem spać - bo ostatnio ta godzina wolnego mi nie wystarczyła!)
Poza tym miałam (teoretycznie) 5 gości z CS u siebie... teoretycznie, bo praktycznie tylko 2 - a mianowicie 3 miała się na siebie "nałożyć" co znaczy, że para przyjechałam o 1 dzień za wcześnie, a francuz o 1 dzień za późno - i tak się zrobiło, że przyjechali w jeden dzień :D Więc poprosiłam Michele, czy może on mógłby przenocować moją parę, a u mnie by spał francuz... w rezultacie wszyscy zlądowaliśmy u Mikiego w domu! Ja niestety spałam tam tylko 2 godzinki bo na 9 do pracy jechałam!
Maciek (mamy się jak brat i siostra), Aga z CS, Aleks (niemiec od nas z kursy), Ja, nade mną jakiś koleś, koło mnie Laurent (francuz), pod nami Hania (moja prawie sis bliźniaczka - 23.04), jakaś śmieszna hiszpanka i Miki.
W środę przyjechali do mnie kolejni goście z CS, a starzy jeszcze spali u Mikiego. Tym razem była to para z Polski podróżująca stopem, tak jak ja z Romą, ale... ja myślałam, że nasza wyprawa to był wyczyn... ale oni już są przy końcu... zostało im tylko 3 tygodnie! z 3 miesięcy! a my miałyśmy tylko 3 tygodnie! Ich to jest dopiero wyprawa!!
W czwartek nie pojechałam do pracy, bo na 18 musiałam pojechać do colegio na zebranie rodziców - i niestety nie poszłam na kurs językowy... ale za to na zebraniu - uczyłam się hiszpańskiego poprzez słuchanie :)
Korzystając z okazji dnia wolnego poszłam ze swoimi dokumentami do mojej Pani koordynator, aby wprowadzić małe zmiany do mojego learning agreement - ponieważ jednych zajęć nie będę miała, bo w tym roku nie utworzyli grupy, a druga zmiana to zamiast francuskiego... będę uczyć się włoskiego :D
Nauczycieli pod dostatkiem, ponieważ spotykamy się w gronie polsko włoskim - i tworzymy tzw. poslih-italian team! No a poza tym, 1 grudnia lecę spotkać się z Romą do Rzymu, więc się przyda znajomość języka :)
Piątek zaliczam do bardzo imprezowych - wróciłam do domu przed 7 rano...
Spałam do 12.30, miałam z Romą pogadać na skype, ale mi napisała, ze jedzie na plażę, więc innym razem, no to stwierdziłam, że jeszcze na chwilunię się kimnę, ale z chwiluni zrobiła się chwilucha i wstałam o 18.30 :D wreszcie odespałam wszystkie poprzednie nieprzespane doby!
Dziś też miałam iść tylko na chwilunię, na jedno piwko z tapasem... no ale zładowałyśmy z Hania dopiero o 5 u mnie w domu... Tak Hania śpi u mnie, bo jutro jedziemy na plażę, i śpioch sama by nie wstała, więc zgarnęłam ją do siebie!
Poza tym dziś poznałam nowa polkę, której to mama mnie zna... Tak kolejna niesamowita historia o tym jak mały jest świat!
A mianowicie mama Juli wpisała w google erasmus w Santiago i wyskoczył jej mój blog (pozdrowienia dla mamy Julii :D), powiedziałam o tym Julce, a Julka - mi... to niesamowite, do teraz nie wierzę w to do końca!! Kto jeszcze mnie czyta, co???
Poza tym... mam jak zwykle miliony myśli i ciekawostek do przekazania... ale z braku czasu nie pisze na bieżąco i te myśli się zapominają i uciekają! Jedyne co jest niezmienne to mój wspaniały nastrój, radość z życia i nieschodzący uśmiech z twarzy, od którego czasem to aż mnie szczęka boli! Moje miasto z dnia na dzień kocham coraz bardziej, a co więcej - od prawie 2 tygodni jest temperatura jak w prawdziwej Hiszpanii - powyżej 30 stopni!! Dlatego - za 4 godzinki (o 10.20) jedziemy do La Coruni na plażowanko!! pewnie już ostatnie w tym roku!
Tak więc dobranoc - i jedyne co mogę powiedzieć - to, że postaram sie pisać częściej :)
Ja nie wiem, nie ogarniam jak ten czas szybko leci!! Bardzo, ale to bardzo bym chciała, aby doba trwała 48 godzin co najmniej! Jak zwykle za dużo na raz bym chciała zrobić ;] ale może o tym co robię:
Wstaję rano ok 8 coś tam, o 9 zabiera mnie autobus do colego, siedzę tam do 13.30,
wracam do domku, (stopem, bo nie chcę płacić za bilet :P), lecę do Mikiego robić zadania domowe, na 16.30 idziemy na kurs, później to szukam jakiegoś mieszkania z Hanią, to coś tam, to gdzieś tam, a ok 22-23 spotykamy się większą grupą na mieście i to się pije wino za 80 centów, a to idzie do baru i gada i gada i gada i poznaje ciągle nowe osoby i... Erasmus! Najlepsi są Ci co to nie są z Polski, a po polsku mówią!!!! :D
(Ciąg dalszy piszę o 6 rano w sobotę - przed pójściem spać - bo ostatnio ta godzina wolnego mi nie wystarczyła!)
Poza tym miałam (teoretycznie) 5 gości z CS u siebie... teoretycznie, bo praktycznie tylko 2 - a mianowicie 3 miała się na siebie "nałożyć" co znaczy, że para przyjechałam o 1 dzień za wcześnie, a francuz o 1 dzień za późno - i tak się zrobiło, że przyjechali w jeden dzień :D Więc poprosiłam Michele, czy może on mógłby przenocować moją parę, a u mnie by spał francuz... w rezultacie wszyscy zlądowaliśmy u Mikiego w domu! Ja niestety spałam tam tylko 2 godzinki bo na 9 do pracy jechałam!
W środę przyjechali do mnie kolejni goście z CS, a starzy jeszcze spali u Mikiego. Tym razem była to para z Polski podróżująca stopem, tak jak ja z Romą, ale... ja myślałam, że nasza wyprawa to był wyczyn... ale oni już są przy końcu... zostało im tylko 3 tygodnie! z 3 miesięcy! a my miałyśmy tylko 3 tygodnie! Ich to jest dopiero wyprawa!!
W czwartek nie pojechałam do pracy, bo na 18 musiałam pojechać do colegio na zebranie rodziców - i niestety nie poszłam na kurs językowy... ale za to na zebraniu - uczyłam się hiszpańskiego poprzez słuchanie :)
Korzystając z okazji dnia wolnego poszłam ze swoimi dokumentami do mojej Pani koordynator, aby wprowadzić małe zmiany do mojego learning agreement - ponieważ jednych zajęć nie będę miała, bo w tym roku nie utworzyli grupy, a druga zmiana to zamiast francuskiego... będę uczyć się włoskiego :D
Nauczycieli pod dostatkiem, ponieważ spotykamy się w gronie polsko włoskim - i tworzymy tzw. poslih-italian team! No a poza tym, 1 grudnia lecę spotkać się z Romą do Rzymu, więc się przyda znajomość języka :)
Piątek zaliczam do bardzo imprezowych - wróciłam do domu przed 7 rano...
Spałam do 12.30, miałam z Romą pogadać na skype, ale mi napisała, ze jedzie na plażę, więc innym razem, no to stwierdziłam, że jeszcze na chwilunię się kimnę, ale z chwiluni zrobiła się chwilucha i wstałam o 18.30 :D wreszcie odespałam wszystkie poprzednie nieprzespane doby!
Dziś też miałam iść tylko na chwilunię, na jedno piwko z tapasem... no ale zładowałyśmy z Hania dopiero o 5 u mnie w domu... Tak Hania śpi u mnie, bo jutro jedziemy na plażę, i śpioch sama by nie wstała, więc zgarnęłam ją do siebie!
Poza tym dziś poznałam nowa polkę, której to mama mnie zna... Tak kolejna niesamowita historia o tym jak mały jest świat!
A mianowicie mama Juli wpisała w google erasmus w Santiago i wyskoczył jej mój blog (pozdrowienia dla mamy Julii :D), powiedziałam o tym Julce, a Julka - mi... to niesamowite, do teraz nie wierzę w to do końca!! Kto jeszcze mnie czyta, co???
Poza tym... mam jak zwykle miliony myśli i ciekawostek do przekazania... ale z braku czasu nie pisze na bieżąco i te myśli się zapominają i uciekają! Jedyne co jest niezmienne to mój wspaniały nastrój, radość z życia i nieschodzący uśmiech z twarzy, od którego czasem to aż mnie szczęka boli! Moje miasto z dnia na dzień kocham coraz bardziej, a co więcej - od prawie 2 tygodni jest temperatura jak w prawdziwej Hiszpanii - powyżej 30 stopni!! Dlatego - za 4 godzinki (o 10.20) jedziemy do La Coruni na plażowanko!! pewnie już ostatnie w tym roku!
Tak więc dobranoc - i jedyne co mogę powiedzieć - to, że postaram sie pisać częściej :)
czwartek, 10 września 2009
Nie mam czasu!!!!!!!!!!
Jeszcze się nie zaczęły studia, a ja już nie mam czasu!! Wszystko robię w biegu, a od niedzieli do dziś spałam w sumie 13 godzin! Chodzę na intensywny kurs hiszpańskiego, ale w ogóle nie mam czasu, żeby w domu przysiąść i się pouczyć :( Poproszę o 48 godzinną dobę!
Ok - kończę, bo właśnie staram się ułożyć sobie plan zajęci szukając ich na 9 różnych kierunkach!
Do napisania ja się ogarnę!
Ok - kończę, bo właśnie staram się ułożyć sobie plan zajęci szukając ich na 9 różnych kierunkach!
Do napisania ja się ogarnę!
niedziela, 6 września 2009
Ja wiedziałam, że tak będzie! ;]
Prawie wszystko idzie jak na razie po mojej myśli - jedyne co mi nie wyszło do tej pory to: zakup roweru i zapisanie się na zajęcia fitness. Więc jak sami widzicie to nic strasznego i jakoś przeżyję :P
Praktyki c.d.
Zaczęłam znowu 1 września. Myślałam, że będzie nie fajnie, bo bez dzieci z samymi nauczycielami - ale było spoko! Ja będę pomagać Victorii, z którą to już pracowałam w lipcu. Będziemy miały 5-latki. Ona będzie 'normalną' panią przedszkolanką, a ja będę z nimi mieć angielski i ogólnie podczas całego dnia mówić po angielsku. Grupę 4-latków ma Patrycia, a 3-latków Lucia. No i z Lucią to raczej się bardzo polubimy :) Jest tam nowa - ma 25 lat, więc jest o czym rozmawiać. Poza tym zawsze po pracy odwozi mnie do domu samochodem :D
Poza tym kontynuuję pracę na d organizacją wymiany... hmm... no bo chyba o tym nie pisałam... A mianowicie. Moje doskonale już Wam znane I LO, w momencie kiedy ja je skończyłam, została w nim otwarta klasa hiszpańska - 4-letnia. Pierwszy rok nauki hiszpańskiego a 3 pozostałe, nauka wszystkiego po hiszpańsku. Wpadłam, więc na pomysł, żeby zorganizować wymianę między I LO w Bydgoszczy a Colegio Junior's. Zapytałam Miguela (dyrektora Colegio) i myślałam, że oszaleje z radości jak usłyszał mój pomysł, więc na drygi dzień zadzwoniłam do I LO i tam również pan dyrektor nie mógł powstrzymać swojego zachwytu z powodu tej propozycji.
W skrócie - w październiku Hiszpanie jadą do Bydgoszczy. (a ja może z nimi jako opiekunka :D - nie mam to jak 'delegacja' z pracy do domu :)) A na wiosnę I LO przyjeżdża do Santiago :)
Tak więc wtorek, środa i piątek zleciały a pracy na sprzątaniu klasy i porządkowaniu wszystkiego.
Czwartek - w ten dzień nie pojechałam do colegio, bo miałam test sprawdzający poziom mojego hiszpańskiego i dopasowujący mnie do jakiejś grupy. Spotkaliśmy się przed testem z Włochami i z Hanią (bardzo fajną polką) i razem się spóźniliśmy na test :D na szczęście nas przyjęli!
Niestety poza Hanią, biedaczka mało co zna hiszpańskiego i jeszcze nie chcą ja na kurs przyjąć, bo się przez internet nie dała rady zapisać... i się biedna stresuje teraz! Wyniki testu miały być o 17.00... no i już o 2 w nocy były :P
Wieczorkiem poszliśmy do Michele i jak wróciłam o 2 w nocy to akurat można było zacząć się rejestrować na następny dzień na kurs... Hiszpanie!! Wyszło na to, że jestem z Michele w grupie, poziom 4. Tyle, że on uczy się hiszpańskiego od dni 5, a ja od ponad roku!! To się nazywa sprawiedliwość!! Włosi... i ich talent do hiszpańskiego... ehh.
Piątek - ledwo zdążyłam na autobus do pracy, bo za późno wstałam :D w pracy... sprzątanie. Po pracy bezpośrednio umówiłam się z Hanią pomóc jej szukać mieszkania (ma całkiem fajne, ale drogie, więc szuka innego, a że nie mówi tyle co ja po hiszpański więc poprosiła mnie o pomoc).
Prosto od Hani byłam umówiona z Mikim (Michele) o 16.00 bo o 16.30 zaczynaliśmy lekcję hiszpańskiego, która trwała 3,5 godzinki... Ale była fajowa i mega intensywna... ojjj dużo się nauczę!!
Tam poznaliśmy kolejnych włochów i polaków i tak nasz polish-italian team się powiększa :D
Po kursie zaatakowaliśmy sklep z książkami (tak, bo tu sklepy do 21 są otwarte, bo w ciągu dnia mają sieste). Książka i ćwiczenia 25 euro... więc chcieliśmy skserować... ale tu nie można - prawo mówi, że tylko 10% książki można skserować.. Więc trzeba było kupić. Kupiłam z Mikim książkę na spółę i każdy po ćwiczeniach, więc zaoszczędziliśmy po jakieś 8 euro.
W domu byłam o 21.30 a o 22.00 mieliśmy się spotkać pod katedrą na pierwszej oficjalnej erasmusowaj imprezie. Miałam 10 min na prysznic i ogarnięcie się - udało się :D Przed wyjściem stwierdziłam, że wracam najpóźniej o 1, bo w sobotę rano jadę na tenisa - o 5.30 już byłam w domu...
Napiszę tylko o jednej zabawnej sytuacji: Siedzimy sobie na schodach pod katedrą, ja, Gosia, Niemka i Urugwajczyk. Ja z Gosią przyglądamy się rozmowie tej pozostałej dwójki - dodam tylko, że rozmawiali oni po... polsku!!!!!!!!!!!!!!
(Niemki rodzice są z Polski, a Almar uczy się polskiego, bo jedzie w lutym na wymianę na UG do Gdańska) Co tu wiele mówić - warto było!
Sobota - 8.30 wstałam, czułam się i wyglądałam jak ząbi! Pojechałam nieprzytomna na tenisa. Ale o tym kiedy indziej!
Wróciłam o 15.30 do domu, a na 16 Hania z Maćkiem chcieli mnie wyciągnąć na średniowieczny festyn do pobliskiej wioski... Na początku się zgodziłam, ale później - jejjuuu dobrze, że zmieniłam zdanie! Spałam 4 godzinki i trochę odpoczęłam - i znowu wieczorne wyjście.
Wszyscy mi prawili cudowne komplementy, że jakoś niewyraźnie dziś wyglądam i gdzie się podziała moja energia - więc o 1 się zmyłam i wreszcie porządnie wyspałam!!
Plan na dziś: Sprzątanie, nauka hiszpańskiego, maile - a wieczorem - jak zwykle - poznawania się ciąg dalszy!
wtorek, 1 września 2009
Santiago de Compostela i życie codzienne!
W odpowiedzi na kilka zadanych mi pytań piszę:
Santiago de Compostela (SdC) - stolica Galicji - czyli północno-zachodniego regionu Hiszpanii. 35 kilometrów od Oceanu Atlantyckiego. Moim zdaniem najwspanialsze miejsce w Europy do codziennego życia. Dość tanio, czysto, klimat sprzyja.. no właśnie - mówi się, że Santiago jest strasznie deszczowe... i ja się tak negatywnie nastawiałam i co chwilę się pozytywnie rozczarowuje, bo wcale często nie pada :D a przynajmniej nie ma kurzu i w nosie nie zasycha!
Podobno Santiago jest jednym z 3 najlepszych Hiszpańskich miast do studiowania, razem z Granadą i Salamancą. Zobaczymy... ale ja już mogę powiedzieć, że jest najlepsze :D po prostu je uwielbiam :)
Mieszka tu trochę ponad 90.000 mieszkańców, a na ulicach połowa ludności to pielgrzymi, który to przyszli tu tzw. camino de Santiago. Droga pielgrzymki prowadzi aż z Francji i liczy ok. 900 km! Moim zdaniem to nieosiągalnie, ale codziennie na własne oczy wiedzę, że jednak tak! Podziwiam!
Santiago oznacza św. Jakuba, i to właśnie do jego grobu, który znajduje się w Katedrze zmierzają pielgrzymi (podobno spoczywają tam szczątki świętego).

Symbolem pielgrzymów jest muszla małża, którą w regionie można spokojnie znaleźć na plaży. Sana zaś Katedra - z zewnątrz - moim zdaniem najpiękniejsza jaką widziałam i jedyna w swoim rodzaju! Pokryta porostami i z kwiatkami rosnącymi gdzie im się tylko podoba! Wnętrze nie powala - ale swój urok ma!

Miasteczko jest na tyle małe, że nawet przez myśl mi nie przeszło, aby korzystać z komunikacji oferowanej przez miasto - czyli autobusów (korzystam tylko jak jadę do przedszkola - bo oddalone jest od centrum o 7km). Zastanawiam się poważnie nad zakupem roweru... ale tu ciągle jest z górki... a później niestety pod trzeba zapylać.. i nie wiem czy moje długaśne nogi dadzą radę :D
Zieleń... tak piękna i soczysta - dzięki deszczykowi!! Parków jest dużo i są duże. Nie są to może piękne ogrody, ale jak na parki w centrum miasta - pozazdrościć!
Dużo ławek, dużo trawy, place zabaw dla dzieci zróżnicowane, no i nawet jest ścieżka zdrowia!
Mieszkania - na chwilę obecną trudno coś znaleźć - bo studenci zaatakowali miasto, ale... ale warunki są zróżnicowane. Sama mieszkam w podobno jednym z lepszych mieszkań (tak mówiła Aga, która tu przez rok studiowała i dużooo widziała :P) i płace 150 euro miesięcznie plus opłaty. Internet pożyczam :)
Kolega Włoch ma podobne mieszkanie, ale płaci 250 euro. Ma mega szybki internet :) Dziewczyny 2 polki, od 4 dni szukają mieszkania i znaleźć nie mogą. Ja się cieszę, bo jak na szczęściarę przystało - trafiło mi się świetnie!!
Moje mieszkania (zdjęcia na początku bloga) jest 4 pokojowe, bez salonu, ale za dość dużą kuchnia i łazienką. Mieszkam z Gburką (Marią) i gadułą (Noelią). Trzecia dziewczyna zawita dopiero w październiku!
Gburka jest gburką i poza hola nic nie mówi. Gaduła wprowadziła się w niedzielę i jest przesympatyczna. I wiem, że dzięki niej będę wymiatać po hiszpańsku po roku :DD ona nie pozwoli, żebym zaniedbała rozmowy po spanielsku :D
Mieszkanko mam blisko starego miasta, w tzw. nowej zonie. (odległość tak jak ze Zdunów na Starówkę w Bydgoszczy - tyle, że... starówka jakoś tak piękniejsza :D). W promieniu 500 metrów od domu mam jakieś 7 supermarketów, 2 bereshki, kilka zar, 5 aptek, z 10 bankomatów i mnóstwo innych potrzebnych miejsc! Ogólnie - super!!
Jedzenie - Ośmiornica - to przysmak Galicji, już jadłam - polecam. Poza tym słyną z sera (nazwy nie znam) - nie jadłam, z deserów - próbowałam na degustacji, z szynki która jest wielką nogą wiszącą w sklepach, a nie leżącą w lodówce!- jest pyszna! Jest wiele pyszności.. ale brakuje mi polskiego chleba... i ryby w puszce!! no i klusek od mamy... ale kapustę kiszoną firmy rolnik można tu kupić :D - jakości nie sprawdzałam, ale jak się nie ma co się lubi, to się je co dają :D
Hmm.. na razie nic więcej mi do głowy nie przychodzi... Jak macie jeszcze jakieś pytania - odpowiem z chęcią! a jak mi się coś przypomni - nie omieszkam napisać :D
Lecę robić przemeblowanie!! bo już ten układ pokoju mi się znudził :D
Santiago de Compostela (SdC) - stolica Galicji - czyli północno-zachodniego regionu Hiszpanii. 35 kilometrów od Oceanu Atlantyckiego. Moim zdaniem najwspanialsze miejsce w Europy do codziennego życia. Dość tanio, czysto, klimat sprzyja.. no właśnie - mówi się, że Santiago jest strasznie deszczowe... i ja się tak negatywnie nastawiałam i co chwilę się pozytywnie rozczarowuje, bo wcale często nie pada :D a przynajmniej nie ma kurzu i w nosie nie zasycha!
Podobno Santiago jest jednym z 3 najlepszych Hiszpańskich miast do studiowania, razem z Granadą i Salamancą. Zobaczymy... ale ja już mogę powiedzieć, że jest najlepsze :D po prostu je uwielbiam :)
Mieszka tu trochę ponad 90.000 mieszkańców, a na ulicach połowa ludności to pielgrzymi, który to przyszli tu tzw. camino de Santiago. Droga pielgrzymki prowadzi aż z Francji i liczy ok. 900 km! Moim zdaniem to nieosiągalnie, ale codziennie na własne oczy wiedzę, że jednak tak! Podziwiam!
Santiago oznacza św. Jakuba, i to właśnie do jego grobu, który znajduje się w Katedrze zmierzają pielgrzymi (podobno spoczywają tam szczątki świętego).
Symbolem pielgrzymów jest muszla małża, którą w regionie można spokojnie znaleźć na plaży. Sana zaś Katedra - z zewnątrz - moim zdaniem najpiękniejsza jaką widziałam i jedyna w swoim rodzaju! Pokryta porostami i z kwiatkami rosnącymi gdzie im się tylko podoba! Wnętrze nie powala - ale swój urok ma!
Miasteczko jest na tyle małe, że nawet przez myśl mi nie przeszło, aby korzystać z komunikacji oferowanej przez miasto - czyli autobusów (korzystam tylko jak jadę do przedszkola - bo oddalone jest od centrum o 7km). Zastanawiam się poważnie nad zakupem roweru... ale tu ciągle jest z górki... a później niestety pod trzeba zapylać.. i nie wiem czy moje długaśne nogi dadzą radę :D
Zieleń... tak piękna i soczysta - dzięki deszczykowi!! Parków jest dużo i są duże. Nie są to może piękne ogrody, ale jak na parki w centrum miasta - pozazdrościć!
Dużo ławek, dużo trawy, place zabaw dla dzieci zróżnicowane, no i nawet jest ścieżka zdrowia!
Mieszkania - na chwilę obecną trudno coś znaleźć - bo studenci zaatakowali miasto, ale... ale warunki są zróżnicowane. Sama mieszkam w podobno jednym z lepszych mieszkań (tak mówiła Aga, która tu przez rok studiowała i dużooo widziała :P) i płace 150 euro miesięcznie plus opłaty. Internet pożyczam :)
Kolega Włoch ma podobne mieszkanie, ale płaci 250 euro. Ma mega szybki internet :) Dziewczyny 2 polki, od 4 dni szukają mieszkania i znaleźć nie mogą. Ja się cieszę, bo jak na szczęściarę przystało - trafiło mi się świetnie!!
Moje mieszkania (zdjęcia na początku bloga) jest 4 pokojowe, bez salonu, ale za dość dużą kuchnia i łazienką. Mieszkam z Gburką (Marią) i gadułą (Noelią). Trzecia dziewczyna zawita dopiero w październiku!
Gburka jest gburką i poza hola nic nie mówi. Gaduła wprowadziła się w niedzielę i jest przesympatyczna. I wiem, że dzięki niej będę wymiatać po hiszpańsku po roku :DD ona nie pozwoli, żebym zaniedbała rozmowy po spanielsku :D
Mieszkanko mam blisko starego miasta, w tzw. nowej zonie. (odległość tak jak ze Zdunów na Starówkę w Bydgoszczy - tyle, że... starówka jakoś tak piękniejsza :D). W promieniu 500 metrów od domu mam jakieś 7 supermarketów, 2 bereshki, kilka zar, 5 aptek, z 10 bankomatów i mnóstwo innych potrzebnych miejsc! Ogólnie - super!!
Jedzenie - Ośmiornica - to przysmak Galicji, już jadłam - polecam. Poza tym słyną z sera (nazwy nie znam) - nie jadłam, z deserów - próbowałam na degustacji, z szynki która jest wielką nogą wiszącą w sklepach, a nie leżącą w lodówce!- jest pyszna! Jest wiele pyszności.. ale brakuje mi polskiego chleba... i ryby w puszce!! no i klusek od mamy... ale kapustę kiszoną firmy rolnik można tu kupić :D - jakości nie sprawdzałam, ale jak się nie ma co się lubi, to się je co dają :D
Hmm.. na razie nic więcej mi do głowy nie przychodzi... Jak macie jeszcze jakieś pytania - odpowiem z chęcią! a jak mi się coś przypomni - nie omieszkam napisać :D
Lecę robić przemeblowanie!! bo już ten układ pokoju mi się znudził :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)